singapur
Inspiracje podróżnicze

Singapur – przekleństwo, czy raj na ziemi?

Singapur. Miasto-Państwo. Kraj narysowany od linijki. Guma do żucia tylko na receptę, większość wyroków zawiera chłostę skazanego (!), a za korupcję urzędników wyższego szczebla – kara śmierci. Warto?

Definicja szczęścia

W tytułowym artykule jednego z numerów National Geographic Miasto Lwa (Singa-Lew, Pura-Miasto) znalazło się w trójce najlepszych miast do życia. Obywatele oceniali sami siebie pod względem szczęścia, co w sumie jest dobrym wyznacznikiem jakości życia. Nie było wygranych, bo na świecie obowiązują odmienne standardy szczęścia. Egzekwo na podium stanęły Kostaryka – miejsce szczęścia dla zwykłego człowieka, któremu w codziennych trudnościach pomaga Państwo, obok była Dania – posiada najmniejszy odsetek ludzi otyłych (m.in. dzięki dużym dofinansowaniom Państwa w sport oraz służbę zdrowia). Całą trójkę zamykał tytułowy Singapur. Tutaj jako przykład podany był multimilioner z pasją do pracy, posiadający dużą i dobrze prosperującą firmę.

No właśnie, czy pieniądz i pozycja społeczna jest definicją szczęścia? Ile osób, tyle opinii, dlatego można znaleźć zarówno zwolenników, jak i przeciwników tego miejsca. A jeśli Singapur nastawiony jest głównie na biznes, korporacje i wzrost ekonomiczny, to opinie zaczynają być coraz bardziej skrajne. Do tego wszystkiego rząd stawia na bezpieczeństwo swoich obywateli, nawet kosztem ich wolności.

Kosmiczne mandaty, chłosta i kara śmierci

I tu zaczynają się schody… Na skrzyżowaniu stoi kilka słupów, po kilkanaście kamer na każdym. Setki znaków zakazów, z wypisanymi od razu wysokościami kar za nieprzestrzeganie ich. Jeśli nie spuścimy wody w publicznej toalecie to czeka nas tysiąc singapurskich dolarów kary, czyli około 2700zł (przydałaby się czasem taka kara w Polsce…), guma do żucia jest zabroniona, aby przypadkiem nie zaśmiecać nią przestrzeni publicznej. Mandat można także dostać za karmienie gołębi (chyba nie muszę wspominać jakie skutki przynosi to idealnie czystemu Singapurowi). Boję się myśleć co by się stało gdyby ktoś zapalił papierosa w miejscu publicznym, albo przeszedł na czerwonym świetle. Rabusiów oprócz kar finansowych okłada się batami. Tak, dobrze czytacie, dostają rózgą w plecy. I tutaj mała przestroga. Chłosta się także turystów, m.in. za przekroczenie terminu wizy…

Ta lepsza strona Singapuru

Z drugiej strony wszystko to sprawia, że człowiek czuje się tam bezpiecznie. Kobiety wracają w środku nocy z otwartymi torebkami, rozmawiając przez telefon – nie mając żadnych obaw, że ktoś je napadnie. W toi-toi’ach są donice z kwiatami i przyjemne LED’owe oświetlenie. Podpory mostów porośnięte są roślinnością – nawet nie widać, że są wykonane z betonu. Istny raj dla perfekcjonisty. Budynki zaprojektowane przez światowej klasy architektów, centymetrowe nierówności chodników oznaczone wyraźną, żółtą taśmą. Postój taksówek ma swoje barierki, aby ustawiać się w kolejce i zawsze wsiąść do pierwszego pojazdu z rzędu, bez uprzedzenia w tym osoby stojącej obok (Nowy York mógłby się trochę nauczyć….). To samo na przystankach autobusowych – wyrysowana kolejka do wsiadania (w głowie widzę te starsze Panie machające torebkami w każdą stronę, pchające się do wrocławskiego MPK). W Singapurze starsze osoby mają specjalne karty seniora, którymi uruchamiają sygnalizację świetlną i mają więcej czasu, aby przejść po pasach na zielonym świetle.

Anty-potknięciowe zabezpieczenie 😉

Patrząc z jeszcze innej perspektywy, Singapur jest świetnym miejscem wypadowym na całą Azję. Leży praktycznie na równiku, a odległość Europa-Nowa Zelandia dzieli się na pół dokładnie w Singapurze. Do tego bogata gama połączeń Air Asia (tanich linii) oraz Singapore Airlines (jedne z najlepszych linii lotniczych na świecie) pozwalają zwiedzić to miasto jako stop-over w podróży, czyli traktując je jako centrum przesiadkowe.

To zamieszkać…czy nie…

Po paru dniach spędzonych w Singapurze mam niedosyt. Czuję, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule – czy to jest faktycznie raj, czy tylko głupiec z wypranym korporacyjnie mózgiem by tam zamieszkał. Na pewno warto byłoby zamieszkać tam na jakiś czas, jednak na pewno nie na całe życie 😉

Dodam jeszcze na koniec, że w rankingu paszportów z 2017 roku Singapur zajął pierwsze miejsce…a tego na pewno każdy podróżnik będzie zazdrościł obywatelom Miasta Lwa.

Jeśli chciałbyś na własnej skórze przekonać się jak wygląda utopijne miasto przyszłości – Singapur – napisz do mnie, stworzę dla Ciebie indywidualny plan podróży po Singapurze! https://projektantkapodrozy.pl/co-oferuje/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top